PMO to przede wszystkim ludzie...

... warto więc zadbać o rozwój ich kompetencji oraz stworzenie z nich zespołu.

W gąszczu danych z projektów...

...PMO zbiera je, weryfikuje, selekcjonuje i przedstawia top managementowi tylko dane istotne, niezbędne do podejmowania decyzji zarządczych.

Biuro zarządzania projektami kosztuje...

... dlatego przetrwa tylko takie PMO, które nie tylko przyniesie organizacji korzyści, ale też będzie potrafiło to udowodnić.

Młodzi, niedoświadczeni kierownicy projektów...

... mogą liczyć na pomoc ze strony konsultantów PMO, którzy zęby zjedli na zarządzaniu projektami w "tej firmie".

Uśmiech (i wsparcie) sponsora to rzecz bezcenna...

... a dzięki doradztwu ze strony PMO, te rzadkie dotąd zjawiska będą pojawiały się wiele częściej.

środa, 30 kwietnia 2014

Projekty w literaturze popularnej, czyli "Zdążyć przed terminem"

Korzystając z wolnych chwil w czasie urlopu, sięgnąłem do powieści "Zdążyć przed terminem" Toma De Marco, którą jakimś cudem udało mi się parę tygodni temu zdobyć. Piszę "cudem", bo książka jest trudno dostępna na polskim rynku. Ceny używanego egzemplarza na popularnym portalu sprzedażowo-zakupowym sięgają nawet 150 zł (!!!) co może świadczyć o jej sporej popularności. 
Lektura to może nieco banalna i z pewnością nie są to wyżyny światowej literatury. Tym niemniej, z powodu niemal całkowitego braku powieści o zarządzaniu, a o zarządzaniu projektami tym bardziej, pomyślałem, że warto po nią sięgnąć, tak dla odprężenia i spojrzenia na zarządzanie projektami z pewnego dystansu.
Powieść opisuje losy kierownika projektów informatycznych, Webstera Tompkinsa, który pewnego dnia zostaje niemal uprowadzony do fikcyjnego kraju postkomunistycznego, Republiki Morowii, by tam zarządzać kilkoma projektami, które mają uczynić z kraju potęgę w produkcji i sprzedaży rozwiązań software'owych. Oczywiście, jak to w projektach bywa, czekają na niego liczne nieprzewidziane sytuacje i problemy, jak choćby nieoczekiwana zmiana sponsora czy arbitralne skrócenie terminu projektu. Na tym poprzestanę, nie chcąc psuć lektury powieści tym, którzy jeszcze mają ją przed sobą. Książka pełna jest odniesień do rzeczywistości projektowej (zwłaszcza projektów IT) i mniej zaawansowani kierownicy projektów będą mogli się zapewne z niej też trochę o zarządzaniu projektami nauczyć. Pomocą w tym mogą służyć umieszczone w wielu rozdziałów fragmenty "Z Dziennika pana Tompkinsa", które zawierają myśli i spostrzeżenia spisane przez głównego bohatera powieści. A oto parę z nich, które najbardziej przypadły mi do gustu:
  • Ludzie nie są gotowi do zmian, jeśli nie czują się bezpiecznie.
  • Groźby to bardzo niedoskonały sposób motywowania ludzi.
  • Nie ma czegoś takiego, jak szybka metoda podniesienia wydajności.
  • Musisz być w gotów w każdej chwili położyć na szali swoją pracę...
  • ... ale to nie da ci gwarancji, że nie dosięgnie cię patologiczna polityka.
  • Ludzie pod presją wcale nie myślą szybciej.
  • Straszne podejrzenie: projekty, które zaczynają się z "agresywnym" harmonogramem, prawdopodobnie zabierają więcej czasu, niż gdyby przystąpiono do nich z bardziej rozsądnym harmonogramem. 
Pomimo zastrzeżeń co do wartości literackiej, myślę, że warto po tę nieco ponad dwustustronnicową książkę sięgnąć. Zajmie maksymalnie 2 wieczory, które miną raczej szybko i przyjemnie. W sam raz na - tak jak w moim przypadku - urlopowy relaks. Albo długi majowy weekend, lub wolne chwile podczas zbliżających się (wreszcie!) wakacji.